Halo… – tu Tarnów (5 – 8)

Halo… – tu Tarnów (5 – 8)

W sposób szczególny pragnę publicznie, ale w dniu dzisiejszym jedynie anonimowo, podziękować tym wszystkim kapłanom, którzy dostarczają mi informacje, dokumenty, a nawet zdjęcia dotyczące „brudu” w tejże diecezji. Przepraszam, że o tych aferach z udziałem także najwyższych dostojników diecezji, jeszcze nie piszę na swoim profilu, ale dla własnego prawnego bezpieczeństwa muszę wszystkie te informacje szczegółowo zweryfikować, aby nie paść ofiarą jakiejś zorganizowanej prowokacji. Ale zapewniam, że po pozytywnej weryfikacji wszystkie fakty ujrzą światło dzienne. Jestem w szoku po lekturze tych informacji i kompletnie zaskoczony skalą moralnego upadku tej diecezji.

część 5.

Kiedy wierni w parafii w Woli Radłowskiej przyjęli do wiadomości, że ich dawny proboszcz odszedł z ich parafialnej wspólnoty wyłącznie z powodów zdrowotnych i zaczęli przyzwyczajać się do swojego nowego duszpasterza, temat ks. Stanisława P., jakby przestał istnieć. Przestał istnieć zarówno w jego dawnej parafii, ale także w kurii diecezjalnej. Tym bardziej, że pojawiły się w diecezji nowe afery z kolejnymi księżmi, więc w kurii zbierały się kolejne „sztaby kryzysowe”, które ratowały jedynie dobre imię instytucji, a problemy i skandale nadal narastały. Grzech narastał w całej diecezji tarnowskiej, a jej dobre imię i świetne samopoczucie jej hierarchii rosło wraz z nim.

Ale ks. Stanisław P., był oficjalnie od dnia 9 listopada 2002 roku na przymusowym urlopie, a tym samym nie zarabiał jak jego koledzy. A ksiądz jak powszechnie wiadomo, nigdy nie cierpi z powodu swojej grzeszności, ale zawsze gdy koledzy zarabiają, a on nie.

Już po nowym roku, a więc zaledwie dwa miesiące po odejściu z Woli Radłowskiej ks. Stanisław P. rozpoczął starania o uzyskanie nowej kościelnej posady. Ale był uznany seksualnym przestępcą, a do tego recydywistą, więc powrót do diecezji był ryzykowny. Ordynariusz tarnowski, bp Wiktor Skworc już od blisko pięciu lat chętnie pozbywał się takich księży ze swojej diecezji. W przeciwieństwie do innych biskupów diecezjalnych nigdy nie miał problemów kadrowych, bo diecezja którą zarządzał zawsze była niezwykle dochodowa, a przy tym bogata w powołania duchowne. A na Wschodzie brakowało księży. Wszystkie diecezje obrządku łacińskiego na terenie dawnego Związku Sowieckiego przyjmowały niemal każdego kapłana. Tamtejsi wierni to przeważnie potomkowie polskich mieszkańców dawnych Kresów Rzeczypospolitej, więc i z językiem nie ma specjalnie większego problemu.

Tym razem wybór padł na diecezję kamieniecko – podolską, której stolica znajduje się w Kamieńcu Podolskim. Tam stoi słynna twierdza, która większości z nas kojarzy się z Trylogią Henryka Sienkiewicza i literacką postacią Michała Jerzego Wołodyjowskiego, „Małego Rycerza” i jej bohaterskiego obrońcy, ale stoi w tym mieście także piękna katolicka katedra. Do tekstu dołączyłem zdjęcia tej świątyni.

Zaledwie kilka miesięcy po aferze w Woli Radłowskiej, ciężko zapadły na zdrowiu ks. Stanisław P., który nie mógł z powodów zdrowotnych pełnić nadal swoich duszpasterskich obowiązków w tej parafii, ozdrowiał cudownie wiosną 2003 roku i został przez swojego szefa, a dla mnie jedynie TW „Dąbrowskiego”, oddelegowany do pracy duszpasterskiej na Ukrainę. Mało tego, dawny tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa, wydał seksualnemu dewiantowi nie tylko zgodę na pracę na terenie diecezji na ukraińskim Podolu, ale także pozytywnie zaopiniował jego kandydaturę.
Podkreślam raz jeszcze. Żaden ksiądz katolicki nie może samodzielnie wyjechać poza teren własnej diecezji i podjąć w innej diecezji obowiązków duszpasterskich. Nawet na wyjazd wakacyjny potrzebuje zgody swojej kurii. Arcybiskupie Wiktorze Skworc, jesteś więc kłamcą jeżeli twierdzisz, że w tym wypadku było inaczej!!! Ks. Stanisław P., otrzymał nie tylko twoją zgodę na wyjazd na Ukrainę, ale także cała procedura była przygotowana przez obie kurie biskupie. Na inną procedurę nie pozwala Kodeks Prawa Kanonicznego. A tu żadna prawna czy kanoniczna procedura nie została złamana i ks. Stanisław P. wyjechał formalnie do pracy na Podole. Został tam oficjalnie wysłany, albo jak ktoś woli, oddelegowany przez swojego biskupa ordynariusza. Żadna procedura prawna nie została złamana, ale została tu złamana zwykła przyzwoitość. Zresztą Skworc, nigdy nie miałeś jej zbyt dużo!!! Nie miałeś przyzwoitości, gdy byłeś młodym księdzem i zdradziłeś nie tylko swojego ordynariusza i Kościół, świadomie współpracując z jej komunistycznymi wrogami. Nie miałeś jej także, gdy wysyłałeś zwyrodniałych dewiantów do pracy do innych katolickich diecezji i nie masz jej teraz, gdy ustami swojego rzecznika kłamiesz nadal. Jesteś kłamcą!!! Kłamcami są także twoi następcy w diecezji tarnowskiej, którzy kłamią tak jak ty. Sam ich zresztą wyświęciłeś. Nie wiedziałem, że wraz ze święceniami można przekazać gen kłamstwa. Teraz wiem, że można.

Ordynariuszem kamieńsko – podolskim jest od dnia 4 maja 2002 roku bp Maksymilian Leon Dubrowski (rocznik 1949), kapłan z Zakonu Braci Mniejszych, który w latach 1998 – 2002 był biskupem pomocniczym tejże diecezji. Jego zdjęcie także dołączam do mojego wpisu. Biskupi ukraińscy obrządku łacińskiego często korzystają z pomocy kadrowej z polskich diecezji i polskich prowincji zakonnych, bo powołań własnych mają zdecydowanie za mało. Tak było i tym razem.

Nie jestem w stanie Państwu potwierdzić, ile ofiar nieletnich dzieci padło na Podolu ofiarą seksualnego zwyrodnialca z tarnowskiej diecezji, ks. Stanisława P. Do dzisiaj, kiedy piszę ten wpis, tamtejsza kuria nie udzieliła mi odpowiedzi w tej sprawie.

Dwie rzeczy natomiast wiemy na pewno. Po pierwsze, że ks. Stanisław P. wykorzystywał ukraińskie dzieci przez pięć lat i w roku 2008 został usunięty z terenu diecezji kamieńsko – podolskiej. Ksiądz Tadeusz Isakowicz – Zaleski pomylił się w swoim wpisie na własnym blogu i podał tu datę 2009 roku. To był jedyny błąd ks. Tadeusza, którego osobiście podziwiam za jego odwagę w płynięciu od wielu lat pod prąd w polskim Kościele.

Po drugie. Pełną dokumentację w sprawie seksualnych nadużyć ks. Stanisława P. w diecezji kamieńsko – podolskiej tamtejsza kuria przekazała w dniu 27 czerwca 2020 roku do Kongregacji Doktryny Wiary, co potwierdziła ta kongregacja. Formalne śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w dniu 2 lipca 2020 roku. Szkoda, że nie obejmuje ona także tych polskich hierarchów, którzy umożliwili ks. Stanisławowi P. dokonywanie jego kolejnych zbrodni na niewinnych i ufnych dzieciach, a teraz perfidnie kłamią w jego sprawie. W jego? A może wiedzą, że to także ich sprawa?
Ks. Stanisław P. w 2008 roku powrócił do rodzimej diecezji. Za jego skandaliczne zachowanie na Podolu nie spadł mu nawet jeden włos z głowy. Ordynariusz tarnowski, bp Wiktor Skworc wyznaczył mu kolejną placówkę duszpasterską. Tym razem dewiant i zwyrodnialec, a także wieloletni recydywista trafił do renomowanego uzdrowiska na terenie diecezji tarnowskiej. Seksualny rekin wypłynął na swoim nowym terenie na swój kolejny łów. Ale o tym dowiecie się już szczegółowo Państwo w kolejnej odsłonie tego cyklu.

****

Pragnę podziękować wszystkim tym księżom tarnowskiej diecezji, którzy w ostatnich dniach zwrócili się do mnie ze słowami wsparcia i sympatii. Fakt, że mieliście Panowie odwagę wyrazić swój ból i komentarz w sprawie konieczności oczyszczenia diecezji tarnowskiej z „brudu grzechu”, jest dla mnie niezwykle budujący i inspirujący.

W sposób szczególny pragnę publicznie, ale w dniu dzisiejszym jedynie anonimowo, podziękować tym wszystkim kapłanom, którzy dostarczają mi informacje, dokumenty, a nawet zdjęcia dotyczące „brudu” w tejże diecezji. Przepraszam, że o tych aferach z udziałem także najwyższych dostojników diecezji, jeszcze nie piszę na swoim profilu, ale dla własnego prawnego bezpieczeństwa muszę wszystkie te informacje szczegółowo zweryfikować, aby nie paść ofiarą jakiejś zorganizowanej prowokacji. Ale zapewniam, że po pozytywnej weryfikacji wszystkie fakty ujrzą światło dzienne. Jestem w szoku po lekturze tych informacji i kompletnie zaskoczony skalą moralnego upadku tej diecezji.

Tym bardziej kłaniam się nisko tym wszystkim księżom, którzy zdobyli się na taką odwagę ze swojej strony. Wasza determinacja to niezwykły kredyt zaufania dla mnie. Mam tego pełną świadomość. Wszystkim kapłanom zapewniam pełną dyskrecję i zapewniam o moim szacunku i uznaniu.

część 6.

Ks. Stanisław P. w 2008 roku powrócił w niesławie z ukraińskiej diecezji kamieńsko – podolskiej do swojej rodzinnej diecezji. Zapewne wydaje się więc Państwu, którzy śledzicie już od kilku dni nasz cykl, że w zaistniałej sytuacji ówczesny tarnowski ordynariusz, bp Wiktor Skworc, podjął odpowiednie kroki prawne w stosunku do wielokrotnego recydywisty i seksualnego sprawcy wykorzystywania seksualnego nieletnich ofiar, że jako jego bezpośredni przełożony, w oparciu o przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego i decyzje Stolicy Apostolskiej rozpoczął proces wydalenia ks. Stanisława P. ze stanu duchownego. O powiadomieniu świeckich organów ścigania w zaistniałej sytuacji nawet nie wspominając.

Tym bardziej zaskakuje więc fakt, że w 2008 roku, kościelny dewiant seksualny i kilkukrotny recydywista nie tylko nie poniósł żadnej kary kanonicznej, nie poniósł żadnych konsekwencji prawnych, ale do tego otrzymał po powrocie do diecezji tarnowskiej nową kościelną posadę. Został mianowicie zamianowany przez swojego biskupa diecezjalnego penitencjarzem w prestiżowym kościele w centrum powszechnie znanego kurortu, Krynicy – Zdroju. To najbardziej znana parafia w tym mieście, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ale najbardziej zaskakuje nie parafia do której został skierowany, ale otrzymane stanowisko, penitencjarz.

Do tego wpisu dołączam Państwu nie tylko zdjęcie wspomnianej krynickiej świątyni, ale także wydruk z przepisów prawa kanonicznego dotyczącego samej spowiedzi, ale także funkcji penitencjarza. (zdanie dotyczy wpisu na FB – dop. admin.)

Niezorientowanym czytelnikom wyjaśniam stotę całej sprawy.

Szafarz sakramentu pokuty

1461 Skoro Chrystus powierzył swoim Apostołom posługę jednania , to biskupi, jako ich następcy, oraz prezbiterzy, współpracownicy biskupów, nadal spełniają tę posługę. Bowiem na mocy sakramentu święceń biskupi i prezbiterzy mają władzę odpuszczania wszystkich grzechów „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

1462 Przebaczenie grzechów jedna z Bogiem, ale także z Kościołem. Biskup, widzialna głowa Kościoła partykularnego, już od czasów starożytnych jest uważany słusznie za tego, który przede wszystkim ma władzę i posługę pojednania; kieruje on „karnością pokutną”. Prezbiterzy, jego współpracownicy, pełnią tę posługę, o ile otrzymali misję albo od swojego biskupa (czy przełożonego zakonnego), albo od papieża, zgodnie z prawem Kościoła.

1463 Niektóre grzechy, szczególnie ciężkie, objęte są ekskomuniką, najsurowszą karą kościelną, która nie pozwala na przyjmowanie sakramentów i wykonywanie pewnych aktów kościelnych. Według prawa kanonicznego rozgrzeszenia z tych grzechów może udzielić tylko papież, miejscowy biskup lub upoważnieni przez nich prezbiterzy. W przypadku niebezpieczeństwa śmierci każdy kapłan, nawet pozbawiony prawa spowiadania, może rozgrzeszyć z każdego grzechu i z każdej ekskomuniki.

1464 Kapłani powinni zachęcać wiernych do przystępowania do sakramentu pokuty i zawsze być gotowi do jego udzielania, gdy chrześcijanie w sposób uzasadniony o to proszą.

1465 Udzielając sakramentu pokuty, kapłan wypełnia posługę Dobrego Pasterza, który szuka zagubionej owcy; posługę dobrego Samarytanina, który opatruje rany; Ojca, który czeka na syna marnotrawnego i przyjmuje go, gdy powraca; sprawiedliwego Sędziego, który nie ma względu na osobę i którego sąd jest sprawiedliwy, a równocześnie miłosierny. Krótko mówiąc, kapłan jest znakiem i narzędziem miłosiernej miłości Boga względem grzesznika.

1466 Spowiednik nie jest panem, lecz sługą Bożego przebaczenia. Szafarz tego sakramentu powinien łączyć się z intencją i miłością Chrystusa. Powinien mieć głęboką znajomość chrześcijańskiego postępowania, doświadczenie w sprawach ludzkich, szacunek i delikatność wobec tego, który upadł; powinien kochać prawdę, być wierny Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła i cierpliwie prowadzić penitenta do uzdrowienia i pełnej dojrzałości. Powinien modlić się za niego i pokutować, powierzając go miłosierdziu Pana.

1467 Biorąc pod uwagę delikatny charakter i wielkość tej posługi oraz szacunek należny osobom, Kościół oświadcza, że każdy kapłan, który spowiada, zobowiązany jest pod bardzo surowymi karami do zachowania absolutnej tajemnicy odnośnie do grzechów wyznanych przez penitentów. Nie może on również wykorzystywać wiadomości o życiu penitentów, jakie uzyskał w czasie spowiedzi. Tajemnica ta, która nie dopuszcza żadnych wyjątków, nazywa się „pieczęcią sakramentalną”, ponieważ to, co penitent wyznał kapłanowi, zostaje „zapieczętowane” przez sakrament.

Do spowiedzi w każdym kościele katolickim przystąpić może niemal każdy, ale nie każdy w nim otrzyma rozgrzeszenie. Pewne grzechy ciężkie, takie jak morderstwo, świętokradztwo, aborcja, atak na papieża lub biskupa i jego zranienie itd., są nie tylko grzechami śmiertelnymi, traktowanymi w Kościele w sposób szczególny, po których wierny popada jakby w automatyczną ekskomunikę i potępienie wieczne. Przynajmniej tak wynika z oficjalnego nauczania Kościoła. Jeżeli więc ktoś taki chciałby się upokorzyć i wyspowiadać z takiego wyjątkowego grzechu, może tego dokonać w specjalnej procedurze, spowiadając się u samego papieża (co technicznie i praktycznie jest bardzo trudne) lub u swojego ordynariusza (co też nie jest proste). Dlatego biskup danej diecezji wyznacza specjalnych spowiedników, penitencjarzy, którym nadaje specjalne jurysdykcje do odpuszczania takich wyjątkowych ciężkich grzechów, których odpuszczenie w innym wypadku musiałoby podlegać wyłącznie jemu samemu lub papieżowi.

Wyobrażacie więc sobie Państwo, co się tak naprawdę stało w 2008 roku? Na penitencjarza w Krynicy – Zdroju, biskup Wiktor Skworc wyznaczył wielokrotnego pedofila i do tego człowieka, któremu już wcześniej zarzucano, że konfesjonał był dla niego okazją do łowienia swoich nieletnich ofiar!!! Co gorsze nikt, ani dziennikarze mediów lokalnych czy ogólnopolskich, ani sam ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski na swoim blogu, nie stawia byłemu biskupowi tarnowskiemu takich zarzutów. Jestem w tym niestety osamotniony, a mam niezbite dowody na to, że ks. Stanisław P., od 2008 roku, był penitencjarzem w Krynicy – Zdroju. To po prostu niewyobrażalny skandal!!!

Dołączam dla zainteresowanych nie tylko wypis z Kodeksu Prawa Kanonicznego dotyczący samej spowiedzi i funkcji penitencjarzy. Dołączam także zdjęcie z podręcznika do religii, gdzie małym dzieciom tłumaczy się, że podczas spowiedzi wyznają one grzechy nie księdzu, który siedzi w konfesjonale, ale samemu Jezusowi i to sam Jezus udziela im rozgrzeszenia, a nie ksiądz, którego widzą. Tego naucza się nasze dzieci w szkołach na lekcjach religii. A kogo objęła jurysdykcja biskupia do słuchania wyjątkowych spowiedzi w południowej części diecezji tarnowskiej? Jednego z największych seksualnych przestępców względem dzieci. I dawny ordynariusz tarnowski, bp Wiktor Skworc nie może powiedzieć, teraz po 12 latach, że nie wiedział wówczas kim jest ks. Stanisław P. Znał jego przeszłość z czasów, gdy był on przenoszony karnie jako wikariusz z parafii na parafie, gdy karnie sam przenosił go z Woli Radłowskiej na Ukrainę. Wiedział też dobrze co stało się także na Podolu… Czy ktoś tu jeszcze czegoś nie rozumie? Jak długo jeszcze można bronić wielokrotnego obrońcę pedofila? Jakimi argumentami można teraz po latach bronić obecnego metropolitę katowickiego?

Jest jeszcze jedna kwestia do wyjaśnienia. Dlaczego wybór padł w 2008 roku na tę znaną uzdrowiskową miejscowość? Mam w tej sprawie swoją własną opinię wysnutą po analizie dokumentów jakie sam posiadam. Otóż proboszczem we wspomnianej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny był w latach 2002 – 2020 znany mi ks. Bogusław S. To były wikariusz w parafii w której obecnie mieszkam. Miałbym do tego kapłana wiele trudnych pytań w kwestii jego kolegi, ks. Stanisława P. i mam nadzieję, że je kiedyś publicznie postawię, a ks. Bogusław S. także publicznie na nie odpowie. Dziś dodam tylko, że kapłan ten należy do wiernych i oddanych żołnierzy obecnego ordynariusza, a kilka dni temu objął on prestiżowe stanowisko w samym Tarnowie i nie jest już proboszczem we wspomnianej krynickiej parafii. Jak więc widać wierność biskupowi i kurii się zawsze opłaca. To właśnie ks. Bogusław S., prawdopodobnie „przygarnął” swojego dawnego kolegę z seminarium z którym mieszkał razem przez sześć lat pod jednym dachem. To on był jednym z tych pozostałych czterdziestu diakonów, którzy w dniu 27 maja 1984 roku, przyjęli w tarnowskiej katedrze święcenia kapłańskie wraz z diakonem Stanisławem P. I nie byłoby w tym nic złego, że seminaryjny kolega pomaga koledze, gdyby nie seksualne przestępstwa ks. Stanisława P. względem dzieci. Gdy kolega z seminarium upada tak nisko jak ks. Stanisław P., to jego koledzy kapłani powinni pochylić się nad jego moralnym upadkiem i podać mu pomocną dłoń, a nie umożliwić mu, na kolejne lata, pełnienie funkcji penitencjarza. To kolejny rozdział w obszernej „księdze grzechu w diecezji tarnowskiej”.

Konfesjonał zawsze kojarzy się nam z grzechem. A właściwie powinien nam się kojarzyć z miejscem, gdzie się go winniśmy pozbywać. Niestety w diecezji tarnowskiej konfesjonał, ten krynicki konfesjonał penitencjarza, stał się miejscem jednego z najcięższych grzechów, bo grzechów względem kolejnych nieletnich ofiar ks. Stanisława P. Ale nie tylko on za te ciężkie grzechy dziś moralnie odpowiada. Odpowiada także wielu tych, którzy dziś należą nadal do elity naszego polskiego duchowieństwa. Ale o tym dowiecie się Państwo więcej już wkrótce.

Część 7.

Już po ostatniej publikacji otrzymuje niezwykle wiele zgłoszeń z terenu całej niemal diecezji tarnowskiej na temat pomocy jakiej udzielali, za zgodą tarnowskiej kurii biskupiej, seminaryjni koledzy ks. Stanisława P., temu swojemu skompromitowanemu i zdemoralizowanemu koledze. I to wszystko działo się już, zarówno po skandalach w parafiach gdzie był początkowo wikariuszem, jak również po głośnym wśród licznego tarnowskiego duchowieństwa skandalu z molestowaniem nieletnich chłopców w Woli Radłowskiej gdzie był proboszczem, a także po jego burzliwym pobycie na terenie Ukrainy, gdzie także jego seksualne dewiacje wygrały w nim ze zwykłą ludzką przyzwoitością.

Na czym polegała ta pomoc? Otóż księża ci zapraszali swojego kolegę do swoich parafii, które prowadzili i tam ks. Stanisław P., spowiadał, udzielał sakramentów, odprawiał Msze św. i być może łowił kolejne swoje potencjalne ofiary.

To bardzo częste zjawisko, że gdy któremuś księdzu „podwinie się noga” i straci on nagle swoje dotychczasowe, często przy tym bardzo dochodowe stanowisko, to koledzy w sutannach zapraszają go do siebie i pomagają utrzymać się przez jakiś czas na jakimś finansowym poziomie, dzieląc się z kolegą intencjami mszalnymi, zapraszając do głoszenia okolicznościowych rekolekcji, do pomocy w duszpasterstwie na terenie samej parafii czy do spowiadania w kościele. Równocześnie zapewniają mu gościnę na plebanii i pełne utrzymanie. Nie ma to jak solidarność kapłańska!!! W końca warto zawsze pamiętać też o starej kościelnej zasadzie, że dzisiaj podpadłeś ty, ale jutro to ja mogę szukać pomocy, a wówczas…

Parafianie wspominają, jak w 2008 roku i później, proboszczowie zapewniali ich, że do parafii przyjedzie wyjątkowy kapłan, który ma specjalne pełnomocnictwa od samego biskupa tarnowskiego i może udzielać rozgrzeszenia jak sam biskup, nawet z takich grzechów z jakich oni, zwykli duszpasterze rozgrzeszać swoich parafian nie mogą.

Wszystko się zgadzało. Do parafii przyjechał wówczas wyjątkowy kapłan, który odprawiał tam Msze św., głosił Słowo Boże, a przede wszystkim spowiadał. Teraz po latach, w tym wyjątkowym wówczas kapłanie wierni odnajdują ks. Stanisława P. Trudno w końcu odmówić mu wyjątkowości… A więc jego koledzy seminaryjni nie kłamali swoich wiernych. Mówili prawdę, mimo iż nie mówili, że to czynny pedofil, a do tego wielokrotny recydywista.

Z otrzymanych w ostatnich dniach drogą elektroniczną wiadomości dowiedziałem się, że tak miało być chociażby w znanej i słynnej parafii w Otfinowie na Powiślu Dąbrowskim (jego piękne wnętrze jest na dołączonym do tego tekstu zdjęciu), gdzie od 2002 roku proboszczem jest seminaryjny kolega ks. Stanisława P., także wyświecony w 1984 roku, ks. Tadeusz R. Tę informację częściowo potwierdziłem źródłowo, ale chciałbym, aby odnieśli się do niej także sami kapłani, których to dotyczy. Może sam ksiądz proboszcz z Otfinowa się wypowie w tej kwestii?

W pomaganiu bliskiemu koledze z którym się spędziło sześć długich lat w zamkniętych seminaryjnym środowisku, nie widzę nic złego, ale zapraszanie do wspólnoty parafialnej, za którą się odpowiada moralnie przez Bogiem (oczywiście, jeżeli się w niego wierzy) czynnego pedofila, to nie tylko stwarzanie potencjalnego zagrożenia dla wszystkich dzieci w parafii, ale także wywoływanie zgorszenia i podważanie zaufania swoich parafian do swojego duszpasterza. Czy zatem ktoś z tych wszystkich, wywołanych niemal jak do tablicy szkolnej, księży znajdzie w sobie odwagę, aby odpowiedzieć publicznie na tym forum, na moje dzisiejsze pytania i wątpliwości, czy stać was będzie tylko na straszenie mnie potencjalnym procesem sądowym?

Jeżeli w dniu jutrzejszym, rzecznik tarnowskiej kurii zechce wystąpić ze specjalnym komunikatem, że bp Wiktor Skworc nic o tych praktykach wówczas nie wiedział, to pragnę już dzisiaj uprzedzić księdza rzecznika, żeby nie obrażał naszej inteligencji i przyjął do wiadomości iż wiemy, że żaden proboszcz nie może bez wiedzy kurii biskupiej sprowadzać sobie do parafii, którą kieruje, żadnego przypadkowego księdza jako rekolekcjonisty czy jakiegoś innego duszpasterza, który głosi tam Słowo Boże, spowiada i udziela sakramentów, a kuria nic o tym nie wie. Proszę więc księdza rzecznika tarnowskiej kurii biskupiej o wymyślenie, na potrzeby potencjalnego komunikatu w tej sprawie, inteligentniejszego tłumaczenia.

Do czego, i to już niestety w niedługim czasie, doprowadziła taka polityka kadrowa bp Wiktora Skworca i tarnowskiej kurii biskupiej, dowiecie się Państwo już wkrótce.

P.S.
Wszystkich wiernych diecezji tarnowskiej, którzy mają jakąkolwiek wiedzę na temat wykorzystywania seksualnego nieletnich, zarówno przez ks. Stanisława P. jak i innych księży diecezjalnych czy zakonnych, proszę o bezpośredni kontakt ze mną. Jesteśmy to wszyscy winni sobie, ale przede wszystkim ofiarom tego grzechu.

A wszystkich czytelników ponownie proszę o udostępnianie tych wpisów wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Im więcej ludzi to przeczyta tym większa lawina ruszy. A tego potrzebujemy wszyscy, nie tylko w tej diecezji.

Część 8.

Musiało minąć przeszło ćwierć wieku od dnia święceń kapłańskich ks. Stanisława P., aby tarnowska kuria biskupia zaczęła reagować na jego ekscesy seksualne wobec nieletnich powierzonych jego duszpasterskiej trosce. Był styczeń 2010 roku…

Tydzień po Nowym Roku 2010 roku, do kurii biskupiej wpłynął list od jednej z ofiar ks. Stanisława P. Korespondencja była adresowana i przeznaczona do wiadomości ordynariusza tarnowskiego, bp Wiktora Skworca. Autorem listu był Pan Andrzej, jedna z ofiar wspomnianego kapłana. Sprawę Pana Andrzeja dokładnie opisał znany w całym kraju kapłan archidiecezji krakowskiej, ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski, więc zainteresowanych szczegółami odsyłam na Jego internetowego bloga. O ile mi wiadomo ks. Tadeusz pisał na ten temat, po rozmowie z samym zainteresowanym i autorem listu do biskupa tarnowskiego.

Zapewne wszyscy wyobrażają sobie, że kiedy biskup tarnowski, w dniu 8 stycznia 2010 roku, otrzymał takie pismo od ofiary ks. Stanisława P., i to odnoszące się do wielokrotnego przestępcy seksualnego, którego biskup znał od wielu lat osobiście, to taki hierarcha zareagował na tą informacje błyskawicznie. Że zawiesił swojego podwładnego w pełnieniu przez niego wszelkich funkcji duszpasterskich i rozpoczął błyskawiczną procedurę wyjaśniającą w tej bulwersującej sprawie. A tymczasem…

Kilka dni temu, na fali powszechnej krytyki ówczesnego ordynariusza tarnowskiego, jego rzecznik się tłumaczył, że Ksiądz Biskup nie miał wówczas czasu na natychmiastowe działanie, gdyż planował wówczas podróż do Niemiec, a następnie planował kolejną swoją podróż afrykańską do Rwandy i Burundi.

Nie chcę być złośliwy by się znęcać tutaj nad takim tłumaczeniem księdza rzecznika, ale dodam jedynie, że jak mi się wydaje znam bardzo dobrze procedury kościelne, także te w diecezji tarnowskiej, czego dowody daje także na tym moich profilu i wiem jak szybko zareagowałaby kuria tarnowska, gdyby na przykład jakikolwiek ksiądz publicznie powiedział cokolwiek na temat moralności swojego ordynariusza. I to nawet wówczas, gdyby powiedział wyłącznie prawdę. „Poleciałby” ze swojego stanowiska w ciągu zaledwie kilku godzin, stanąłby na kurialnym „dywaniku”, w gabinecie u któregoś z wikariuszy generalnych już następnego dnia po swojej wypowiedzi, zaraz o godzinie 9:00 rano, aby po kolejnych piętnastu minutach odebrać pismo o swoim odwołaniu od kanclerza kurii, który urzęduje za ścianą. Stałoby się to także wówczas, gdyby bp Wiktor Skworc przebywał nawet na odległym Biegunie Północnym i wizytował właśnie tamtejsze pingwiny. I wie to każdy ksiądz tej diecezji.

Nie będę złośliwy i nie napiszę też, gdzie, a właściwie do kogo, jeździł wówczas ordynariusz tarnowski do Niemiec, a także po co i z kim odwiedzał Rwandę i Burundi. A księdza rzecznika informuje, że czasami warto powiedzieć mniej niż więcej, szczególnie jak się jest rzecznikiem tego biskupa…

Tak więc dopiero po sześciu tygodniach ordynariusz tarnowski miał czas na spotkanie się z ks. Stanisławem P. Panowie spotkali się w dniu 19 lutego 2010 roku, a spotkanie miało burzliwy przebieg. Ksiądz Biskup nie wrzeszczał (było słychać za ścianą) z powodu krzywdy niewinnych dzieci, ale z powodu kolejnego skandalu jaki wywołał jego podwładny. Interes i dobre imię diecezji tarnowskiej przede wszystkim! A skandali w diecezji nie lubimy, prawda?

Była też zdecydowana decyzja biskupa tarnowskiego (nie było jej w latach poprzednich, przy wcześniejszych molestowaniach dzieci), że ks. Stanisław P. zostanie przesłuchany na okoliczność swoich zbrodni wobec osób nieletnich w sądzie biskupim. Podobno przesłuchanie miało objąć jedynie seksualne nadużycia dokonane przez tego kapłana na terenie diecezji tarnowskiej, te dokonane poza jej granicami, miały być pominięte. Przesłuchanie odbyło się w dniu 3 marca 2010 roku. I niech ksiądz rzecznik nie zaprzecza tym faktom, gdyż moi informatorzy są bardzo wiarygodni…

Protokół z tego przesłuchania był jednoznaczny, a w kurii biskupiej chyba nikt nie miał wątpliwości, także sam jej ordynariusz, że to wielokrotna recydywa seksualnego zwyrodnialca. Dziesięć dni później bp Wiktor Skworc wydał dekret o zawieszeniu w czynnościach kapłańskich ks. Stanisława P. Ksiądz został nie tylko zawieszony, ale także pozbawiony prawa do udzielania sakramentu pokuty i głoszenia Słowa Bożego wiernym, a także jakiejkolwiek pracy z dziećmi i młodzieżą. Zakaz udzielania sakramentu pokuty wynikał między innymi z faktu, że to konfesjonał i spowiadanie dzieci z ich intymnych spraw, były okazją do „łowienia” przez dewianta potencjalnych kolejnych nieletnich ofiar. A ponadto 57-letni ks. Stanisław P. miał obowiązkowo zamieszkać, w trybie natychmiastowym, na terenie Domu Księży Emerytów Diecezji Tarnowskiej w Tarnowie przy ulicy Pszennej. O tym obiekcie napiszę kiedyś znacznie więcej.

Z mojej korespondencji mailowej wynika, że akta ks. Stanisława P., które dotarły do Kongregacji Nauki Wiary, która z ramienia Watykanu rozpatruje takie sprawy z urzędu, noszą datę 7 czerwca 2010 roku. Dopiero wówczas tarnowska kuria dołączyła do tych akt dokumenty z lat 1984 – 2002, a więc o wiele lat za późno. Kongregacja watykańska po zapoznaniu się z tymi aktami, poleciła w dniu 21 maja 2011 roku, w sprawie ks. Stanisława P. przeprowadzić proces karny według kościelnych procedur sądowych. Czy ksiądz rzecznik chciałby być może zakwestionować moje informacje? A dlaczego o wieloletnich wyczynach ks. Stanisława P, Watykan został poinformowany dopiero wówczas?

Ostateczny wyrok w sprawie ks. Stanisława P., kapłana diecezji tarnowskiej zapadł w tarnowskim sądzie biskupim dopiero w dniu 10 czerwca 2013 roku. Dwadzieścia dziewięć lat po jego święceniach kapłańskich (!!!) Ks. Stanisław P. został uznany WINNYM wszystkim stawianym mu zarzutom. Otrzymał 10-letni zakaz sprawowania sakramentów świętych i głoszenia Słowa Bożego, z wyjątkiem codziennego celebrowania Mszy Św., ale wyłącznie w Domu Księży Emerytów Diecezji Tarnowskiej w Tarnowie. Ponadto zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, pełnienie jakichkolwiek funkcji kościelnych i poddanie się obowiązkowej terapii. Wyrok ten został ostatecznie zatwierdzony przez watykańską Kongregację Nauki Wiary w dniu 16 lipca 2013 roku. Ale, aby powiadomić Pana Andrzeja, jedną z ofiar ks. Stanisława P., o wyroku jaki zapadł wobec jego prześladowcy, kanclerz tarnowskiej kurii biskupiej, kapłan z doktoratem prawa kanonicznego, potrzebował jeszcze blisko pół roku…

Zapewne większość z czytelników, po przeczytaniu tego wyroku, odetchnęła wreszcie z ulgą i uznała, że dopiero wówczas, w 2013 roku, władze diecezji tarnowskiej zrobiły to co powinny, a czego nie zrobiły przez wiele lat wcześniej. Zapewne wielu z Państwa wydaje się, że tym wyrokiem zamknął się ten dramatyczny i jakże gorszący spektakl kłamstw, obłudy i zakłamania ze strony władz diecezji tarnowskiej, z nieodwracalną krzywdą moralną i psychiczną nieletnich w tle. Otóż nic bardziej mylnego. Nic się nie skończyło, a wkrótce rozpocznie się kolejny rozdział tego samego dramatu, ale o tym napiszę już Państwu wkrótce.

Ciąg dalszy nastąpi…

Andrzej Gerlach

*** Zachowano pisownię oryginalną. Tekst pochodzi z profilu autora istniejącym na portalu społecznościowym Facebook.

Close Menu

Zamówienie pakietu EXTRA


WYBIERAM PAKIET EXTRA - 900 PLN / ROK


Zamówienie pakietu PREMIUM


WYBIERAM PAKIET PREMIUM - 750 PLN / ROK


Zamówienie pakietu SUPER


WYBIERAM PAKIET SUPER - 600 PLN / ROK


Zamówienie pakietu STANDARD


WYBIERAM PAKIET STANDARD - 450 PLN / ROK


Zamówienie pakietu BASIC


WYBIERAM PAKIET BASIC - 300 PLN / ROK